W jednym ze sklepów, który ostatnio analizowałem, sytuacja wyglądała banalnie: produkt był w ofercie, cena była rynkowa,
kategoria istniała, treść „jakaś” też. A mimo to w Google — cisza.
Właściciel mówił: „Mamy to od trzech miesięcy. Google jakby tego nie widział”.
I tu zaczyna się problem, bo w większości przypadków Google widzi produkt… tylko nie widzi powodu, żeby pokazać go wysoko.
Problem zwykle nie leży w „algorytmie”. Leży w sygnałach: indeksacji, architekturze sklepu, danych strukturalnych i jakości informacji na karcie produktu.
Zacznij od najprostszego scenariusza: strona produktu fizycznie istnieje, ale Google nie dodał jej do indeksu. Wtedy nie ma dyskusji — nie będzie wyświetleń.
Szybki test:
Wpisz w Google: site:twojadomena.pl/nazwa-produktu
Jeżeli wyników brak — szukasz problemu z indeksacją.
To najczęstszy przypadek. Produkt jest w indeksie, ale nie wchodzi nawet do sensownych pozycji. Powód bywa brutalnie prosty: karta produktu niczym nie różni się od dziesiątek innych.
Jeśli masz opis producenta + 2 zdjęcia + parametry… to z perspektywy Google jesteś kolejną kopią. Wtedy wygrywa ten, kto ma mocniejsze sygnały (brand, linki, marketplace) — albo ten, kto daje lepszą odpowiedź użytkownikowi.
Masz kategorię, wpis blogowy i kilka produktów zoptymalizowanych pod tę samą frazę. Google dostaje sprzeczny sygnał: „która strona jest główną odpowiedzią?”.
Efekt: żadna strona nie rankuje mocno, bo autorytet rozlewa się na kilka URL-i. Z zewnątrz wygląda jak „Google nie widzi produktu”. W środku — to konflikt architektury informacji.
Dane strukturalne to nie magia. To po prostu sposób, żeby jasno powiedzieć robotowi: „to jest produkt, to jest cena, to jest dostępność, to są opinie”.
Bez schema Twoja karta produktu jest dla Google zwykłą stroną HTML. Konkurencja może mieć rich snippets (np. cena, stan magazynu, gwiazdki), co podbija klikalność nawet przy podobnych pozycjach.
Google porusza się po linkach. Jeżeli produkt jest 4–5 kliknięć od strony głównej, robot może go odwiedzać rzadziej. W większych sklepach dochodzi temat crawl budget — robot ma ograniczony „czas” na skanowanie serwisu.
Klasyczny błąd: filtry generują tysiące URL-i, robot kręci się po nich, a realne produkty są pobocznie. Wtedy SEO „siada” mimo dobrych opisów.
SEO w e-commerce to nie tylko tekst. Jeśli strona ładuje się wolno, skacze podczas ładowania albo ma słabe UX na telefonie, Google dostaje sygnał jakościowy: „użytkownik może się tu męczyć”.
I to często widać po wynikach: na desktopie jeszcze jakoś, na mobile — przepaść.
To powód, który niby nie jest „czysto techniczny”, ale w praktyce decyduje o tym, czy technika ma sens. Jeżeli Twoja karta produktu nie odpowiada na realne pytania użytkownika — nie budujesz przewagi.
Stan początkowy:
Zmiana (bez link buildingu):
Efekt: karta produktu zaczęła zbierać stabilne wyświetlenia i wejścia — bez „czarów”. Po prostu przestała być kopią i zaczęła być odpowiedzią.
SEO — działania, które pomagają zdobywać ruch z Google bez płatnych reklam.
Indeks Google — baza stron, które Google „zaakceptował” i może wyświetlać w wynikach.
Kanibalizacja — kilka Twoich stron walczy o to samo zapytanie, przez co żadna nie wygrywa.
Schema (dane strukturalne) — kod, który mówi Google: produkt, cena, dostępność, opinie.
CTR — procent osób, które kliknęły wynik po jego wyświetleniu.
Crawl budget — „czas” robota na skanowanie Twojej strony (ważne w dużych sklepach).
Jeśli masz wrażenie, że produkty „są”, ale nie pracują w Google — zróbmy szybki przegląd 10 kart: indeksacja, canonical, schema, linkowanie wewnętrzne i kanibalizacja.
Umów analizę sklepu (SEO + produkty)